100 lat temu o życiu na Marsie

defaultTen wpis będzie nietypowy, bo to przedruk/tłumaczenie artykułu z gazety sprzed ponad stu lat – New York Sun. Jest to list pewnego czytelnika. Jeżeli potraficie odgadnąć kim jest autor to napiszcie w komentarzu. Podpowiem, że z wykształcenia był chemikiem, ale większość życia poświęcił dla innej dziedziny.

Tekst zamieszczam przetłumaczony na następnej stronie. Lektura powinna umożliwić wam podróż do oddalonych o 100 lat czasów zainspirowanych ekspresjonizmem i dekadencją.

sn83030272-19061202-2

Recenzja zaczyna się w 5 kolumnie. Klik w link otworzy stronę pełnego skanu.

Z powodu tych trendów autor kładzie mocny nacisk na wyrażenie swojej niewątpliwie szerokiej wiedzy i wnikliwego rozumu, roztaczając (chyba nie do końca umyślnie) ponure wizje nadchodzącego końca dziejów i ślepego zaułka, jakim miałaby okazać się inteligencja. Nie podzielamy tych poglądów – to ciekawostka!

Wyobraźcie sobie, że w niedzielnej gazecie rubryka poświęcona listom czytelników zawiera taką recenzję. Na załączonym obrazku możecie zobaczyć, jak wyglądała strona gazety, w którym opublikowano list. Na pierwszy rzut oka, trudno się to czyta. A im dalej w las, tym ciemniej dookoła. Zagadnienie jest samo w sobie bardzo skomplikowane. Zdania biją rekordy długości i większość dałoby się napisać krócej usuwając logiczny znak negacji na początku. Na pewno stałyby się bardziej zrozumiałe. O tym, że to recenzja książki dowiemy się z ostatniego akapitu, o ile targnęliśmy się na lekturę całości… Normalnie głowa boli. Na plus można uznać, że artykuł skłania do myślenia, a nie myśli za czytelnika.

p04vgvv5Myślę, że sprawa warta jest wspomnienia na stronie, w końcu piszemy na podobny temat. Nawiasem mówiąc dowodzi ciekawym faktom, pomijając sprawę życia na Marsie – oto ponad 100 lat temu historie o zielonych ludzikach były bardzo popularne a paniczny strach przed inwazją z Marsa był na porządku dziennym.

Książka, której dotyczy list/recenzja 

 

Szanowny Panie. Czy wiadomo nam cokolwiek, czy możemy z całym przekonaniem przewidzieć, na temat obecności inteligentnych istot na planecie Mars?

W naszej naturze leży wiara, że ten niewielki glob w niezliczonej mnogości ciał niebieskich nie jest jedynym dziedzińcem rozumu; a każde podejrzenie wynikające z naszej natury, wliczając takie, które zagrozić może istnieniu naszego rodzaju, rzadko nie okazuje się – przynajmniej powierzchownie – prawdziwe. Rozum wydaje się być rzeczą wielce wyjątkową; jeżeli rzeczywiście jest tak, że jego obecność w sprzeczności stała by do jego tendencji do rozkwitania wszędzie, a przynajmniej tam, gdzie warunki na to pozwalają, pewnym byłoby, że nie jest on w rzeczywistości obecny w każdym miejscu. Prawdopodobnym byłoby, że pomiędzy niezliczonymi globami w kosmosie jest także inna ziemia, gdzie żyją ludzie biali porozumiewający się językiem angielskim. Jest to jednak wielce mało prawdopodobne, gdyż warunki w jakich rozwijał się nasz język były wielce wyjątkowe. Możliwym jest, że to za co zwykliśmy uważać inteligencję jest równie wyjątkowe; tak więc zupełnie tak jak starożytni Grecy uważali niewładających greką za barbarzyńców, my popełniamy wielki błąd myśląc, że nasze zrozumienie inteligencji dotyczy najdoskonalszej formy bytu. To możliwe, ale filozofia podpowiada, że jest inaczej – a rozum w rzeczy samej jest podmiotem bardzo osobliwym, nie podobnym niczemu innemu. A więc, skoro jego istnienia da się dowieść w jednym miejscu, możliwym jest, że istnieje wszędzie, gdzie szeroka gama sprzyjających warunków na to pozwala; a szanse ku temu są jak miliardy do jednego, że kondycje te spełnione są na jednym z wielu ciał niebieskich.

Co zaś tyczy się planety Mars, ciału niebieskiemu poza orbitą Księżyca pozwalającemu zaobserwować się z największą dokładnością a zarazem jedynemu nam znanemu, którego warunki są być może zbliżone do ziemskich, czy bardziej dokładne wnioski są w zasięgu naszego poznania? Jeżeli tak, to powinniśmy rozważania oprzeć na analogii; takowoż pierwszy krok na jakim kompetentny myśliciel musi i będzie opierał swoje dalsze wnioskowanie winnym było być rozważenie w jakich względach analogia pomiędzy Ziemią a Marsem nie istnieje. Przede wszystkim Mars od Ziemi różni się względem miary. Jego wielkość to zaledwie 0.53 wielkości ziemskiej. A więc materia marsjańska jest mniej spoista, średnią gęstością sięgająca zaledwie 71% gęstości Ziemi. W konsekwencji grawitacja na powierzchni Marsa wynosi tyleż samo, 71% lub 0,53 lub 3/8 przyciągania ziemskiego. Pinta wody ważona miarą Newtona na Ziemi ważąca 1 funt, na Marsie waży zaledwie 6 uncji. Dla każdego obiektu ziemskiego pęd tegoż ciała dla danej prędkości jest wprost proporcjonalny do jego masywności. Nie znamy dowodów, jakoby gdziekolwiek stan rzeczy różnił się od tej obserwacji. Więc każde ciało w ruchu, weźmy rozlewającą się strumieniem się wodę, na powierzchni Marsa, ma taki sam pęd, jak gdyby na Ziemi, przy czem 3/8 swojej masy napiera na powierzchnię, a więc o tyle samo mniej ograniczone jest tarciem. Każde ciało wprawione w ruch na powierzchni Marsa powinno pokonać znacznie większą odległość – co będzie w szczególności prawdą w przypadku strumienia wody.

Następną konsekwencją tychże faktów jest ułamek masywności Marsa – 71% sześcianu .53, albo 1/10 masy ziemskiej; takowoż przyciąganie w jakiemkolwiek oddaleniu od środka Marsa wynosić będzie 1/10 przyciągania do środka Ziemi w tymże oddaleniu. Albo, jakowoż że siła przyciągania odwrotnie proporcjonalna jest do kwadratu oddalenia, ażeby na ciało oddziaływała siła przyciągania taka sama jak na Ziemi, ciało to nie może przekroczyć oddalenia 7/10 w stosunku do tegoż dystansu dla Ziemi. Konsekwentnie dla podobnych temperatur jakiekolwiek masy powietrza, jakiekolwiek ono jest na Marsie, winny znajdować się nie wyżej niż jedna trzecia rzeczonej wysokości w przypadku zwieńczenia ziemskiej atmosfery. Ponieważ sama powierzchnia Marsa jest wyżej (od środka planety) niż 1/3 wysokości granicy ziemskiej atmosfery, jeżeli jest tam atmosfera tlenowa, byłoby to z tejże przyczyny, że temperatura górnych warstw atmosfery niższa jest niż temperatura tamże, ale na Ziemi. Wielce prawdopodobne, że tlen występuje tam pod postacią stałą. Możemy przypuszczać, że pierwotnie Mars posiadał relatywnie tyle samo atmosfery, ile miała jej Ziemia. Jeśli tak, musiał utracić znaczny procent z powodu słabego przyciągania; i w tej chwili zachował ledwie śladowe ilości substancji częściowo zamarzniętych, tak więc pozbawionych energii oddziaływania. W marsjańskiej znikomej atmosferze bardzo niewiele erozji znanych nam z Ziemi znajduje miejsce. Jakkolwiek erozja nieokreślonego rodzaju musi tam występować, jako że bezpośrednie nagrzewanie powierzchni planety promieniami słonecznymi następuje tam czterykroć bardziej, niż na stałej powierzchni Ziemi; bo, jeżeli dobrze rozumiemy, niedawno odżałowany Langley pokazał, iż 9/10 ciepła słonecznego utracona jest w górnych masach powietrza (choć dokładność pomiaru nie jest pewna). Mars jest o pół jednostki bardziej oddalony od Słońca i dla danej swojej powierzchni otrzymuje ułamek 4/9 ciepła, w stosunku do Ziemi. Odnosimy się tu do górnej atmosfery, co jak wykazaliśmy na Marsie prawie nie występuje, a na Ziemi stanowi przynajmniej 8 części na 9. Wnioskiem jest, czterykroć więcej ciepła dociera do powierzchni Marsa aniżeli do powierzchni ziemskiej.

W porze wiosennej marsjańskiego roku (trwającego 688 dni) połacie lodu wznoszą się u bieguna, prawdopodobnie lód osiada też na wierzchołkach gór na innych wysokościach geograficznych. Pod ciepłem promieni słonecznych miast glacjałów odrywających się od gór lodowych jak ma to miejsce na naszej planecie, lodowe lawiny muszą zwalać się ze szczytów. Jeżeli nie napotykają one po drodze koryt, wyrzeźbionych przez miriady poprzedzających takich lawin, zaczynają one same rzeźbić takie koryta. Koniec końców koryta takie są tam wyciosane; a dzięki rzadkiemu tamtejszemu powietrzu, powierzchnia takich wyżłobień pozostaje gładka i bez skazy; Pozbawione prawie całkowicie tarcia masy lodu zsuwają się szlakiem tych wyżłobień topniejąc po drodze i niosąc ze sobą roślinne życie aż po równik. Jednocześnie, za sprawą niskiego wpływu grawitacji i brakowi powszechnej na Ziemi erozji, masy lodu podlegają oporowi jedynie większych skał; te hamują masy lodu i powodują rozgałęzianie się ich szlaków.

Takie rzeczy wydają się musieć mieć miejsce. A co w rzeczywistości jest możliwym zaobserwować? Podkreślić najwpierw należy, iż żadna obserwacja nie jest rzeczą tak wielce trudną, jak obserwacja tarczy innej planety. Nie z powodu niedokładnych przyrządów, lecz braku wielce wprawionych obserwatorów, dopiero w roku 1877 udało się dostrzec dowodów na istnienie marsjańskich kanałów. Percival Lowell najlepiej ze wszystkich astronomów odróżnił nie szlaki wodne a sieć ciemnych pasm roślinności pokrywającej brzegi domniemanych kanałów. Szlaki te pojawiają się marsjańską wiosną każdego roku w tych samych miejscach. Dla Lowella, niewątpliwie najlepszego z obserwatorowi swoich czasów, szlaki te wyglądały niewątpliwie na wytwory pracy rąk, ze względu na smukłość i kształt oraz ze względu na ich obecność w określonych miejscach. Ale dwie pierwsze z przytoczonych charakterystyk to prawdopodobnie iluzje, a twierdzić tak trzeba na mocy powszechnie znanych prawy psychologii. Ponad wszelką wątpliwość pozornie gładkie ukształtowanie kanałów jest sprawą niskiej grawitacji, jak wyjaśniliśmy uprzednio. Ponieważ nie widzimy samych kanałów a jedynie roślinność porastającą ich nabrzeża, a jako że roślinność rośnie na sposób naturalny, nie jest łatwym dostrzec w jaki sposób gładki kształt kanałów miałby być dowodem na ich wytworzenie pracą rąk. Skoro zaczynają swój bieg w określnych miejscach łatwym wywnioskować, iż miejsca owe to wysoko położone szczyty górskie, z których zwalają się masy lodu nagromadzonego w okresie zimowym. Dopóki, oczywiście, nie znajdziemy dowodów na istnienie zamiaru dającego położenie miejsc z których rzekome kanały mają początek.

Wrażenie bycia wytworem pracy rąk uderzy każdego; ale od indywidualnego dystansu do poznania zależy, w jakim stopniu poszczególni obserwatorzy uznają wrażenie przekonującym. Istnieje jeszcze jedna obserwowalna cecha rzekomych kanałów co do której w swoim dziele „Mars i jego tajemnice” odnosi się w trzech słowach biolog Morse, na stronie 142 mówiąc o „kątach nachodzenia na siebie”. Kanały w rzeczy samej wyglądają tak, jakby krzyżowały się pod kątem nie wskazującym na ich naturalne pochodzenie. Jednak możliwym jest, że to w części kolejna iluzja a w części efekt nacierania lodu o niewielkiej masie ale ogromnym pędzie, na napotkane po drodze skały.

Jeśli kanały w swojej istocie są wytworem pracy, jakich dowodów potrzebujemy, żeby uznać to za fakt? Czy istnieje zjawisko, które jednoznacznie dowiedzie ich pochodzenia? Rasa inteligentna, jakoby mieszkająca tam, musi albo rozpleniać się, albo – co bardziej prawdopodobne, być na wymarciu. W pierwszym przypadku powinniśmy być w stanie wykryć oznaki oddania większej sprawie bądź przywiązania do konkretnego miejsca – znaczącego tworu lub obiektu naturalnego; kanały powinny były być stale rozbudowywane a zatem powinno przybywać ich z biegiem czasu. Gdyby jednak prawdą było, że rasa ta wymiera, wspomniane kanały oraz znaczące miejsca winnymi były popadać w ruinę; Jakkolwiek nic takiego nie zaobserwowano.

Możliwym jest, że marsjańska inteligencja istnieje, jednak nie tworzy nic, co poddałoby się obserwacji z Ziemi. Bądź też, że inteligencja ta wymarła na zawsze, co wydaje się prawdopodobnym tutaj w nadchodzącym tysiącleciu. Możliwym jest także, że nigdy dotąd ani w nadchodzących czasach nie żyło i nie będzie tam zwierzęcia kierującego się czymś więcej niż pozbawiony refleksji instynkt. Czy rozum, na marginesie, nie jest jeno wadliwym narzędziem? Czy dobrze rozwinięty instynkt nie sprawdzi się w swojej funkcji lepiej?

Jak zostało uprzednio powiedziane, książka, która ukazała się ostatnimi czasy a która dotyczy przedmiotu możliwości zamieszkania na Marsie została napisana przez biologa – z całą pewnością dobrego obserwatora i pisarza o niewątpliwie dużym uznaniu, lecz jednocześnie niewprawionego myśliciela. Książka daje rozrywkę, dzięki zupełnemu brakowi poszanowania dla tych, którzy rozważają taką ewentualność bądź całkowicie zaprzeczają, iżby w czasach nam współczesnych Marsa zamieszkiwały inteligentne istoty. Rzecz zabawna, bez względu na wszystko.

P.

autor listu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s